Urodziłam się w Kielcach.Tam się wychowałam i spędziłam większą część swojego życia. Obecnie od wielu lat, mieszkam w Szczecinie. Mam wykształcenie średnie, ale wiedzę jaką zdobyłam poprzez mój przypadek chorobowy zawdzięczam sobie.
Z powodu reumatoidalnego zapalenia stawów od 1992 r. przebywałam na rencie. Choroba ta, jak wiele innych, została uznana przez medycynę za przewlekłą i nieuleczalną. W przeciągu ponad trzech lat, pomimo intensywnego leczenia konwencjonalnego stan mojego zdrowia tak się pogorszył, że stałam się kaleką niezdolną do normalnego funkcjonowania. Cierpiałam fizycznie i psychicznie, ból nie pozwalał mi się poruszać, nie pozwalał spać, a stawy były opuchnięte i zesztywniałe. Nie pomagały zastrzyki, zmieniane leki, szpitale i sanatoria, a lekarz prowadzący obiecywał , że „może być tylko tak samo albo gorzej”. Więc było, ale tylko i coraz gorzej. I to w znacznym stopniu. Dochodziło do zatruć lekami, zasłabnięć na ulicy , nawet najgorszych myśli jakie przychodzą człowiekowi do głowy, gdy ból nie daje żyć. I choć nie dawano mi nadziei na wyzdrowienie i odzyskanie sprawności nie mogłam uwierzyć, że choroba nie ma swojej przyczyny.
Nie chciałam się pogodzić z takim stwierdzeniem, bo nie chciałam tak dalej żyć, a właściwie wegetować. Postanowiłam, że muszę coś z tym zrobić. Albo wyjść z zaklętego kręgu cierpienia, albo....
Przeczytałam sporo książek na temat chorób, ich powstawania i leczenia. Czytałam różne publikacje zarówno z dziedziny medycyny konwencjonalnej jak i o medycynie naturalnej, ziołolecznictwie, leczeniu dietą. Chodziłam na spotkania z ludźmi odżywiającymi się inaczej, szukałam różnych informacji o leczeniu niekonwencjonalnym. Rozmawiałam także z lekarzami wegetarianami. Skontaktowałam się też z lekarzem, który znał doskonale temat właściwego odżywiania i przyczyn chorób, a on podtrzymywał mnie w moich działaniach i upewniał, że to co robię jest jak najbardziej słuszne. Miałam także okazję posłuchać, co mówią lekarze na temat różnych metod leczenia na sympozjum lekarskim w Radawie k/Jarosławia. Dlaczego tej wiedzy nie przekazuje się ludziom?! Ileż to osób żyłoby szczęśliwiej i w dobrej kondycji...A może i wiele uratowałoby się od przedwczesnej śmierci...
Mimo dezaprobaty lekarzy praktykowałam na sobie jak działają na organizm różne diety, jak skuteczne są ćwiczenia, których nie zaleca się przy takich schorzeniach jak moje, a efekty były zdumiewające. Wbrew zakazom lekarzy, korzystałam także ze słońca jak najczęściej, ćwiczyłam codziennie tak jak mi intuicja podpowiadała, a sprawność wracała z dnia na dzień, leki natomiast powoli stawały się zbędne.
Przy okazji mojej choroby, zgłębiając temat powstawania chorób i efektów ich leczenia. dowiedziałam się, że przyczyną niemal wszystkich chorób jest zatoksyczenie organizmu z powodu nieodpowiedniego i nadmiernego jedzenia. Brak ruchu i leki natomiast dodatkowo pogarszają stan organizmu. Każdy lek ma skutek ubocznych w postaci dołączających się następnych chorób..
O naturalnych sposobach leczenia wiedzieli ludzie starsi, zielarze, oraz inni lekarze skutecznie leczący w taki właśnie sposób, przeważnie z lepszym skutkiem, aniżeli za pomocą farmaceutyków. Istnieją także kliniki leczące dietą, które funkcjonują od wielu, wielu lat. Tych klinik się nie reklamuje, nie mówi się w mediach o nich w ogóle. Ale nie jest to jednak metoda nieznana. Niestety, nie każdy o tym wie.
Dziś nowoczesność opanowała rynek zdrowotny, gdzie toczy się walka o pacjenta, a nie o jego zdrowie. Natomiast sposoby alternatywnego leczenia są jakby napiętnowane.
Większość społeczeństwa, to osoby nieświadome, że prawda o leczeniu może być inna niż podaje medycyna. A medycyna o tym milczy, bo nie ma interesu w tym, by wszyscy byli zdrowi. Zdrowy człowiek – to brak zatrudnienia dla służby zdrowia i brak profitów ze sprzedaży leków dla firm farmaceutycznych. Również krach dla wielu koncernów przemysłowych. Nie trudno sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby ludzie byli zdrowi, nie spożywali produktów zwierzęcych, w tym nabiałów, nie kupowali leków itd.
W swoich książkach chciałam przedstawić, jak faktycznie wygląda leczenie od strony pacjenta i jaki jest tego efekt. Jak może czuć się sam pacjent, któremu mówi się, że jego choroba jest nie do wyleczenia, skazując go na cierpienie zarówno fizycznie jak i psychiczne; kiedy wmawia mu się, że nie ma na to żadnego sposobu, podczas gdy sam się przekonuje, że są metody alternatywne i niezwykle skuteczne w większości przypadków; kiedy zaleca się łykanie środków farmakologicznych pogarszających zdrowie i straszy się go, że dietą bez mięsa i nabiału może sobie tylko zaszkodzić. Nie mówiąc już o głodówkach i lewatywach, niezwykle skutecznym sposobie oczyszczania organizmu.
Gdy sama się o tym przekonałam, dieta, ruch, słońce, radiestezja i przyroda stały się moimi sprzymierzeńcami w odzyskaniu sprawności, pozbycia się bólu i powrotu do środowiska ludzi normalnie funkcjonujących.
Jako pacjentka pozbawiona wszelkich złudzeń, co do skutecznego leczenia nowoczesną farmakoterapią, postanowiłam opisać swój przykład, by dać innym nadzieję na wyzdrowienie i pozbycie się koszmarnego bólu. By pomóc im zmotywować się do odszukania własnej drogi do zdrowia. Media pokazują nam choroby i sposoby leczenia od strony naukowej. Ja natomiast chciałam przedstawić problem choroby i efektów jej leczenia od strony praktycznej, od strony pacjenta.
Efektem własnych przemyśleń i praktycznych doświadczeń jest pierwsza moja książka „Jak wyleczyć nieuleczalne choroby - mój skuteczny sposób na reumatoidalne zapalenie stawów i prawie wszystkie choroby” ( www.nieuleczalne-choroby.zlotemysli.pl ).
Zmotywowana do pracy nad własnym zdrowiem, nie mogłam ominąć tematu sensu zbijania zwierząt. Temat ten wciąż przewijał się w publikacjach głównie wegetariańskich. Podobnie jak kiedyś ja, ludzie nie zastanawiają się zbytnio jak ogromną krzywdę wyrządzają tym istotom myśląc, że mięso to niezbędny i najzdrowszy pokarm dla człowieka. A prawda okazuje się zupełnie inna. Organizacje działające na rzecz ochrony zwierząt i środowiska najlepiej potrafią to przedstawić.
Biorąc pod uwagę aspekt zdrowia ludzkiego i odpowiedzialność za życie zwierząt, włączając w to ochronę środowiska, wyciągnęłam istotny wniosek: ani spożywanie potraw pochodzenia zwierzęcego, ani hodowla zwierząt, ani nieprzemyślane wykorzystywanie otaczającej nas przyrody nie wychodzi nikomu na dobre. Przeciwnie. Cierpimy wszyscy; my - ludzie z powodu coraz liczniejszych chorób, braku czystego powietrza, czystych wód, zwierzęta z powodu krzywdzącego ich wykorzystywania, przyroda natomiast z powodu jej eksploatacyjnego niszczenia.
Niewiele osób potrafi wyobrazić co można jeść, by zapewnić sobie zdrowie i dobre samopoczucie przez długie lata. Nie wyobrażają sobie jakie można przyrządzać potrawy pomijając produkty zwierzęce. Świadczy o tym odwieczne pytanie: „no to co jeść, skoro nie mięso i nie mleko?”. Jakby nie istniały inne, zdrowe produkty zawierające bogactwo witamin i składników mineralnych w przeciwieństwie do produktów zwierzęcych. Owoców, warzyw i zboża nie brakuje, a z tego można przyrządzić bardzo wiele potraw, nawet takich, które przygotowuje się na co dzień. Wychodząc naprzeciw zainteresowanym czytelnikom opisałam jak to robić w następnej książce „Kuchnia weganki – w jaki sposób możesz łatwo zamienić tradycyjne potrawy na wegańskie” (www.potrawy-weganskie.zlotemysli.pl ).
Znajomi i nieznajomi, którzy mnie widzieli podczas choroby i później, gdy wracała mi sprawność pytali, co się stało, że tak dobrze się poruszam. Nawet obcy zaczepiali mnie na ulicy pytając mnie jak to zrobiłam. Znali mnie z widzenia, choć ja nie znałam ich wcale. Wiele razy opowiadałam swoją historię. Często pytano mnie, jakie wykonywałam ćwiczenia, jakie stosowałam metody oczyszczania organizmu, jakie miałam wówczas odczucia, no i jak to robić. Później, już po wydaniu pierwszej książki, o to samo pytali mnie czytelnicy chcąc iść moim śladem i robić wszystko dokładnie tak jak ja to robiłam.. Książka „Leczyć, czy wyleczyć – w jaki sposób skutecznie wspomóc organizm w walce z chorobami uznanymi za nieuleczalne” (www.jak-byc-zdrowym.zlotemysli.pl ) powstała z tego powodu i choć może i nie jest to panaceum na wszystkie schorzenia, to z pewnością sposób działający skutecznie na większość chorób. Świadczą o tym inne publikacje opisujące podobne metody. Są to książki pisane przez lekarzy, dietetyków i osoby, które w ten sposób same sobie pomogły. Szkoda tylko, że często takie publikacje traktowane są z „przymrużeniem oka”. Sceptycy raczej nie skorzystają z takich porad, a jeśli już, to zanim się do nich przekonają, z pewnością upłynie dużo czasu i może być już za późno.
Każdy może zdecydować, czy chce być zdrowy i poczuć znów energię do życia, albo też leczyć się w sposób ogólnie przyjęty, ale bez większych perspektyw na wyzdrowienie. Znam również osoby, które mimo chęci wprowadzenia zmian w sposobie odżywiania, nie zdążyli już z takiej wiedzy skorzystać.
Moje zainteresowania
Interesował mnie zawsze temat człowieka. Stąd może zainteresowanie od najwcześniejszych lat jego psychiką, motywami jego postępowania i efektów jego działań. Niestety do dziś nie mogę uwierzyć, że nie zawsze ludzie mają dobre intencje, chociaż niejednokrotnie przekonałam się o tym na własnej skórze. Oczywiście, są złe intencje zamierzone lub niezamierzone. Jest to pewna różnica. Czy mam rację? Sama nie wiem, ale na pewno nie wszyscy ludzie są dobrzy i nie wszyscy ludzie są źli. Tak jak zawsze istniało na świecie dobro i zło. Jedno bez drugiego raczej istnieć nie może i stąd chyba wynikają różne problemy.
Myślę, że dlatego tak jest, byśmy mieli możliwość odróżnienia jednego od drugiego. By dobrze sobie z nimi radzić potrzebne nam jest logiczne myślenie. Nie każdy jednak ma taką zdolność gdy dosięgają go różne nieszczęścia i problemy. W grę zaczynają wchodzić emocje, psychika siada, wpada się w depresje i doły...Nie każdy też potrafi sobie z różnymi sytuacjami radzić bez wsparcia innych osób.
Obecnie bardzo rozwinęły się takie dziedziny wiedzy jak parapsychologia, ezoteryka, radiestezja. Różne są opinie i odczucia różnych osób na ich temat.
Radiestezja jest tematem starym jak świat. Od wieków ludzie ją stosowali tylko może w nieco inny sposób niż teraz. Korzystali ze znaków przyrody, bo to ona najwięcej ma w tym temacie do powiedzenia. A ponieważ chorowałam bardzo ciężko to i ten temat stał się mi bardzo bliski. By lepiej poznać radiestezję ukończyłam kurs II stopnia. Myślę, że osoby wierzące nie powinny mieć żadnych obiekcji odnośnie jej. Chociaż kościół niekorzystnie się o niej wyraża, to właśnie księża byli najlepszymi radiestetami i do dziś, stosując ziołolecznictwo, posługują się również różdżką i wahadełkiem.
Zastanawiałam się często dlaczego tak mnie interesuje człowiek i wszystko co się z nim wiąże. Być może wynikło to z moich problemów w dzieciństwie, bo kto ich nie ma? A może to wrodzona empatia i chęć ulżenia innym w cierpieniu? Hmmm....W każdym razie w jakiś sposób pociągnęło mnie to do kart, by znaleźć w nich odpowiedź na nurtujące wątpliwości. I nie chodzi nawet o to, że karty dadzą mi konkretną odpowiedź czy radę, ale raczej pomagają skupić się na problemie i znaleźć dla niego rozwiązanie.
Skończyłam kurs Tarota, a potem kurs zabezpieczeń energetycznych. Interesowałam się również białą magią.. Skończyłam też Kurs II stopnia Reiki. Korzystałam z tych umiejętności i doszłam do wniosku, że wszystko pomaga, ale przesada też nie jest wskazana.
Jedno jest pewne, że aby poradzić sobie z życiowymi sprawami, potrzebny jest głęboki kontakt z własną podświadomością. Jest to konieczność wyciszenia i zastanowienia się nad istotą sprawy by móc spojrzeć na nią z każdej strony. Ale dzisiejsza cywilizacja i pęd życia niestety, temu nie sprzyja. Dlatego więc ludzie potrzebują często porad wróżek, radiestetów, reikowców, czy innych ezoteryków.
Moją pasją jest również malowanie obrazów. I w tym temacie nie kończyłam żadnych szkół, ani kursów. Gdy byłam jeszcze małą osóbką, zawsze marzyłam, by namalować dla siebie prawdziwy obraz. Zachwycał mnie każdy obraz ręcznie malowany i tak namalowany, jak wszystko wygląda w naturze. Rysowałam więc patykiem po piasku, kredą po chodnikach, potem na kartkach , ale nie zawsze mi się to udawało tak, bym była zadowolona ze swoich poczynań. Brałam więc jakiś obrazek, fotografię itp. i malowałam dla przyjemności samego malowania - patrząc na nie.
Dużo czasu upłynęło zanim zdecydowałam się namalować wreszcie ten „prawdziwy obraz”. Wcześniej malowałam różne pomoce do nauki dla dzieci w przedszkolu, szkole, aż wreszcie odważyłam się poprosić kolegę by pokazał mi jak można malować farbami olejnymi na płótnie. Zawsze sobie wyobrażałam, że to takie trudne, że łatwiej jest malować na kartce papieru wodnymi farbami. Okazało się, że nie jest to dla mnie aż tak trudne. I tak się zaczęła moja przygoda z malowaniem ”prawdziwych” obrazów.
Zapraszam na mój blog - WEGELANDIA
Zajęcia prowadzą .gif)